Treść to nie wszystko. Małe case study.

Od lipca 2017 roku prowadzę przy współpracy jednego redaktora, serwis na którym poruszane są kwestie związane z rozszerzoną i wirtualną rzeczywistością. Serwis powstał w wielu różnych powodów o których jeszcze nie czas mówić. Mimo tego, postanowiłem trochę z braku czasu a trochę z czystej premedytacji przeprowadzić pewien test. Zaznaczam jednak – jedna jaskółka wiosny nie czyni.

Czy uruchomienie serwisu z dobrą treścią wystarczy do zbudowania widoczności w Google?

Założenia były takie – wszystko robione jest na tip-top. Wpisy mają być jak najlepiej przygotowane pod SEO. Sama struktura strony także powinna być odpowiednio przygotowana. Każda kategoria posiada unikalne meta znaczniki. i opisy. Występuje linkowanie wewnętrzne i generalnie na tyle czasu na ile go miałem – wszystko jest przygotowane jak najbardziej okey. Nie da się ukryć, że redaktor także robi naprawdę dobrą robotę tworząc dosyć ciekawe treści. Ale ja nie o tym chciałem.

„Srutututu majtki z drutu” czyli treść to jednak nie wszystko?

Od lipca do teraz, pojawiło się 203 publikacji. Część stworzona stricte pod wyświetlanie się wysoko w wynikach wyszukiwania a część tylko jako „aktualności”. Nie mniej jednak wychodzi na to, że w ciągu 100 dni pojawiały się około 2 artykuły dziennie.  To może trochę mniej niż na spamerskim zapleczu, jednak biorąc pod uwagę tematykę i jakość treści – ilość ta jest na prawdę przyzwoitym poziomie. Co jednak w związku z tym, że pojawiło się tyle artykułów?

NIC.

Przez pierwsze 90 dni na stronie, łącznie było 231 wejść z czego tylko 26 z wyników organicznych.

Pik który pojawił się na początku, to efekt wrzucenia linka na ten blog. Aż 100 osób zainteresowało się „co też Stopka robi” ;-) Później jednak, w sierpniu, widać, że ruch się „unormował” i wynosił prawie, że zero.

Nie będę ukrywał – taki efekt mnie kompletnie nie zadowalał. Nie to, że zainwestowałem jakieś miliony złotych w ten serwis i oczekiwałem ROI „na wczoraj”, ale spodziewałem się, że jednak uruchomienie serwisu w dosyć niszowej tematyce z fajnymi, unikalnymi treściami spowoduje, że widoczność strony będzie powoli ale jednak systematycznie rosnąć. Jak bardzo się myliłem!

Ale nic to. We wrześniu, zaczęły pojawiać się pierwsze linki do serwisu. Kto je dodał – nie wiem ( ͡° ͜ʖ ͡°). Nie dużo, bo wiele nie potrzeba a i tak szybko okazało się, że to było paliwo dla strony. Od września ruch – tak całościowo jak i organiczny – systematycznie rośnie. Mało powiedzieć, że w ciągu kolejnych 45 dni ruch niemalże podwoił się. #magia.

Jaka lekcja płynie z tej nauki? Ano jest ich kilka:

  • Stopka jak zawsze odkrywa Amerykę,
  • Dobra treść się sama z siebie nie obroni,
  • Dobra treść (i zoptymalizowana strona) potrzebuje mniej linków, żeby być widoczna w sieci,
  • Jeden case wiosny nie czyni,
  • Google jak zawsze jedno mówi, drugie robi :-)

Żeby była jasność – to nie jest tak, że jestem zszokowany, zdziwiony takim zachowaniem serwisu/Google. Dzielę się tym prostym case’m tylko dlatego, że w mojej ocenie po prostu warto  czasem wrzucić jakiś nawet najprostszy test :-) Jestem ciekaw czy macie podobne doświadczenia?