SEMowe Eldorado czyli: „Zmień nastawienie bo duża kasa nadciąga”

Bracia i siostry! Zbliżamy się do Ziemi Obiecanej! W sensie, że obiecują nam różne badania i spekulacje, że wkrótce PLNy które teraz lecą do TV i inne tradycyjne media wkrótce popłyną strumieniami w Internet. Aktualnie z wpływami na kampanie Internetowe jest nie najgorzej a ma być jeszcze lepiej. Idylla mogłoby się wydawać. Dodajmy do tego rosnący wzrost gospodarczy, napływający coraz szerzej kapitał zagraniczny i w sumie jestem w stanie w to uwierzyć.

Ale trochę w sumie martwi mnie to.

Większe zainteresowanie takimi usługami będzie powodowało pojawianie się kolejnych nie-do-końca-ekspertów w myśl tego wykresu:

Efekt Krugera-Drunninga

Zajmuję się marketingiem w wyszukiwarce (jak teraz to ładnie sobie nazywam) od blisko 7 lat. Uważam, że jestem gdzieś w dołku tego wykresu. Pamiętam początki gdy po roku myślałem, że wiem wszystko. Nic tylko zakładać firmę i uderzać do największych marek na świecie. Szybko jednak na całe szczęście wróciłem na ziemię.

Niestety, będąc tu czy tam od czasu do czasu widuję osoby które nie do końca zdają sobie sprawę z faktu, że żeby zrobić klientowi dobrze nie wystarczy mu tylko zapodać Blasta z linkami i paczać na pozycje czy są 1 w panelu. Filtr? E tam, przekierowanie się zrobi. A w ogóle to Google jest złe i nie dobre i chcą tylko kase z Adwords wyciągnąć i dlatego ludzi gnębią.

Absolutnie nie twierdzę, że Google jest super-ekstra przyjazne w swoim podejściu do webmasterów ale też nie jest ono złe do szpiku kości. Są różne branże i różne strony które można reklamować w wyszukiwarce na różne sposoby. Wiadomo. Usuwając jednak warianty skrajne (kredyty, 18+ ale i “łapy do szczeciniarek skawina” [serio coś takiego jest!]) zostaje nam spora grupa stron którymi można zając się trochę inaczej niż było to popularne do tej pory.

Co było popularne do tej pory?

Katalogi, precle, komentarze na blogach. Wszystko co dało się zrobić praktycznie automatem było jak najbardziej w dobrym tonie. Trochę zwątpienia w takie działania wprowadzały kolejne aktualizacje Pingwinka. Teraz ilość zwątpienia jest bardzo duża ale heeeej – wciąż znajdziemy wytrwałe osoby w swoich postanowieniach które za żadną cholerę nie zmienią swojego podejścia. Linkowanie na masę jest spoko i już. Myślę jednak, że zbliżająca się kolejna już aktualizacja Pingwina skutecznie rozwieje wszelkie wątpliwości. Okaże się kto obrał odpowiedni kierunek.

Idzie student fizyki ulicą, zaczepia go babka:
– Do kościoła to dobry kierunek?
– Dobry – odpowiada student.
Babka odchodzi, a student do siebie:
– Kierunek dobry, ale zwrot przeciwny.

Przez ostatnie kilka miesięcy pojawiło się kilka pomysłów na pozyskiwanie linków na przykład poprzez tzw. Content Marketing. Ponoć stoi za tym jakaś głębsza filozofia tworzenia unikalnego, dobrej jakości contentu i szerowanie go do zaufanych strony które jeszcze nie mają nic za uszami w oczach Google. Mnie to co prawda wygląda na dodawanie dużo droższych precli które mają czasem nawet przebłysk kreatywności. Nie mnie jednak znów pojawia się w tych działaniach to, co zabiło stare metody: schematy.

Umówmy się: Google to ludzie wspierani przez algorytm. Bez algorytmu są praktycznie ślepi jak dzieci we mgle. Stosując schematy możemy być prawie że pewni, iż wkrótce powstanie algorytm który dany schemat wychwyci. A to czego nie wychwyci algorytm, wychwycą ludzie z pomocą innych algorytmów? Algorytmocepcja. Algorytmix.

Uwaga, będę się kajać: sam nie zawsze unikam schematów. Jestem jednak świadomy, że z nich korzystam i staram się tworzyć nowe lub modyfikować istniejące będąc o pół kroku przez algorytmami. Na razie się udaje. Co jest jednak najważniejsze – staram się mówić swoim klientom: “Panie, jak chcesz Pan linki i pozycje to idź Pan se na allegro. Tam znajdziesz Pan w super cenie to co Pan potrzebujesz. Jak chcesz Pan coś więcej niż pozycje – np. więcej kasy zarobić, to zapraszam. Porozmawiamy”. W ten sposób często udaje się już na starcie zaproponować działania które w pełni wykorzystają dostępny budżet i będą efektywne.

Tak więc siadamy sobie z tym klientem i rozmawiamy i nagle się okazuje, że gość faktycznie zadzwonił bo mu się zachciało więcej kasy zarobić a nie pozycje robić. Co ten klient to nawet ja nie.

Lubię zadawać pytanie klientowi “a po co chce się Pan pozycjonować”. Uwielbiam patrzeć na te marszczące się czoła które próbują wymyślić jakiś dobry powód. Gdzieś tak po 10 sekundach pytam dokładniej: “Chce Pan sprzedać więcej towaru? Pozyskać nowych użytkowników czy tylko oswoić internautów ze swoją marką?”. Mogą jeszcze wystąpić “czkawki” po wcześniejszym pytaniu które będą objawiać się stwierdzeniem “bo ja bym chciał więcej zarobić”. Odpowiadamy “Świetnie, tylko jak/czym?”. I teraz można zacząć już rozmawiać poważnie nie o pozycjonowaniu ale o marketingu w wyszukiwarce, o SEM.

Dochodzimy szybko do wniosku, że pozycjonowanie kierowanie ruchu ze stron zewnętrznych będzie tylko wsparciem dla innych działań w tym PRowych. W ruch idą AdWordsy (w najróżniejszej postaci), szepty ale co najważniejsze pochylamy się bardzo głęboko nad samą stroną tak aby była przyjazna użytkownikowi oraz robotom Google. Ogólnie pracy sporo przez miesiąc czasu z samą tylko stroną.

SEMSTORM - efekty działań

W dłuższej perspektywie jak się okazuje – wartało było. Klient zadowolony. Zarobił dzięki nam już kilkadziesiąt jeśli nie kilkaset tysięcy złotych #takabranża (w sensie tego klienta). Poleca nas dalej innym fajnym osobom i koniec końców zarabiamy więcej niż myśleliśmy.

Po przez polecenia, na tapetę trafiają kolejni klienci chcący nieszablonowym nie schematyczne podejście do ich tematu. Przeprowadzone działania sprawiają, że wykres wygląda podobnie. Zadowolenie, radość.

I nagle ból w głowie. Rodzi się myśl. Bingo. Wiem o co chodzi Google’owi z tym dbaniem o użytkowników/klientów. Z tym nie skupianiem się zanadto na linkach. W sumie to kupuje to.

A potem znów ból w głowie. Znów zaczynam myśleć. I ogarnia mnie lekki smutek. Za granicą mówili już o podobnym podejściu ze dwa lata temu. Na całe szczęście zaczyna to dosyć lawinowo wchodzić do Polski.

I to nie jest tak, że za granicą wiedzą zawsze wszystko najlepiej i my jesteśmy taka Internetowa Somalia. W Polsce nie brakuje nam osób które wiedzą i doświadczeniem zjadają amerykańskie gwiazdeczki znane tylko z tego, że są znane. Problem jest w tym, że 99.9% nowych funkcji w Google najpierw wprowadza się w anglojęzycznym Google. Przez to My jesteśmy trochę bardziej z tyłu i musimy nadganiać naszych zachodnich SEO-Braci. Śmiem twierdzić, że Polskie podejście do marketingu w wyszukiwarce jest jedyne w swoim rodzaju. Nie boimy się ryzyka. Taka e-marketingowa husaria made in Poland. I może brakuje nam czasem polotu ale na pewno nie fantazji i skuteczności.

Jesteśmy mimo wszystko na dobrej drodze do Eldorado. Musimy tylko troszkę zmienić podejście do tematu SEO/Pozycjonowania i zacząć traktować klientów bardziej poważnie i kompleksowo (a oni nas…). Czas pozycjonowania odchodzi. Nadchodzi czas czegoś bardziej kompleksowego, jakiegoś SEMu czy coś…

7 odpowiedzi do “SEMowe Eldorado czyli: „Zmień nastawienie bo duża kasa nadciąga””

  1. Tomku,
    zrób coś proszę z tą czcionką, bo tego się czytać nie da.
    Co do artykułu, to pewne rzeczy rozumiem, niemniej życzę powodzenia w szukaniu klientów którzy a) będą chcieli rozliczać się za pracę a nie za pozycje, b) będą mieli taką branżę, w której napisanie artykułów i wyszerowanie ich cokolwiek przyniesie poza stratą kasy.

    Nie oszukujmy się – nadal linki wpływają na pozycję, kwestia tylko ich kontroli i dobrej optymalizacji witryny. Content marketing w PL nie ma szans ze względu na a) brak budżetu na tego typu działania, b) brak sensownych miejsc na umieszczenie wpisów.

    Większość obecnych pozycjonerów, przepraszam : seo consultantów, dodaje artykuły na nextclicku czy innym badziewiu traktując to jak precla i dopalając to SWLem.

    Pozdrowienia

  2. Myślę, że my ludzie z branży pomimo tych utartych schematów damy radę przerzucić nasze myślenie i postępowanie na te bardziej SEMowe, gorzej będzie z Klientami, których branża przez te 7-8lat wyedukowała zupełnie czegoś innego :) Pora na ogólnopolską reedukację klientów – „duże brandy” już czują klimat i reorganizują budżety – „średnie brandy” zaczynają coś kumać, ale niestety ponad 50% to zwykli Klienci aka 1-3/4-6/7-10 i tu będzie największy problem. Plusem jest to, że nadal są firmy, które nie skorzystały jeszcze z żadnych usług więc łatwiej będzie wpoić im to do głowy :)

  3. Ja bym od razu nie stwierdzał, że pozycjonowanie umiera. Pozycjonowanie ewoluuje w pozycjonowanie brandu, za którym stoi witryna Klienta. My go mamy wypozycjonować tak, by w swojej branży był najsilniejszy, i by na wyszukiwarce zarabiał najwięcej spośród swoich konkurentów. SEO to narzędzie do większych zysków firmy. Dobre SEO potrafi podnieść przychody czasem x10, czasem x100, więc i tak powinno się je sprzedawać. Nie jako pozycje w top10, a jako $$$, który przyniesie po wdrożeniu projektu marketer.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *