3 SEOwe „naprawdę wolałbym byś nie…” – co mnie jara a co wkurza w linkowaniu wewnętrznym.

Page Rank Sculpting kojarzy się z raczej z technikami Black Hat. Co więcej od 2009 roku Page Rank Sculpting ponoć umarł.

A kto umarł ten nie żyje. A gdyby tak odświeżyć tą straszną i niegodziwą technikę i przystosować pod działania zgodne z duchem poprawnej optymalizacji witryny? Czy Page Rank Sculpting może być White Hat?

Od pewnego czas mimowolnie i bez głębszego powodu (i pewnie sensu :v) zacząłem używać – póki co sam do siebie – terminu Page Rank Sculpting podczas audytowaia serwisów. Szczególnie często wykorzystuję to stwierdzenie podczas planowania prawidłego linkowania wewnętrznego w serwisie. Nie ma nic lepszego niż świadomość, że każda podstrona otrzymuje taki anchor text jak ja sobie tego życzę a dzięki czemu odpowiednie podstrony rankują na właściwe słowa kluczowe. Page Rank Sculpting receptą na szybkie, sprawne i poprawne wyświetlanie podstron w wynikach wyszukiwania!

W zasadzie zamiast Page Rank Sculpting mógłbym pisać „zaawansowana optymalizacja linkowania wewnętrznego”. Jak to mawia mój wujek Zbigniew – nie ważne jak go nazwiesz, ważne jak go używasz. Zafiksowałem się na tym szczególnie mocno, bo widzę coraz częściej, że poprawa linkowania wewnętrznego daje na prawdę fajne efekty. Tym lepszy efekt im do większego szczegółu dojedziemy. Dzięki dobrze zrobionej optymalizacji linkowania wewnętrznego, odpada sporo pracy związanej z umacnianiem reputacji strony z zewnątrz. Po prostu strona „sama z siebie” generuje pozytywne sygnały rankingowe których nie trzeba sztucznie nabijać poprzez linki przychodzące.

O ile linkowanie wewnętrzne można rozegrać na dowolną ilość sposobów, tak najczęstszymi błędami które spotykam a których naprawdę wolałbym nie spotykać są…

1. Naprawdę wolałbym byś nie… wrzucał w menu za dużo linków na raz

Przykład złego linkowania z menu

Gdzie jest problem? Otóż w tej makiecie (na całe szczęście tylko makiecie)  istnieje zakładka Oferta. Po najechaniu na link pojawia się menu z możliwością dotarcia do kategorii i podkategorii. Naliczyłem lekko ponad 300 linków wewnętrznych. Tylko po najechaniu na ofertę. Tłumaczenie twórcy makiety jest w skrócie takie: „To jest świetne rozwiązanie pod UX. ŚWIETNE!”.

Jeżeli widzicie coś takiego to istnieje spora szansa, że twórca strony nie miał za bardzo pomysłu na ułożenie elementów i problem może się pogłębiać w dalszych widokach strony. Rozwiązaniem problemu było, ażeby główne kategorie umieścić w górnym menu, albo odpowiednio podlinkować na stronie głównej w postaci kafelków. Tu wybrano najgorszy możliwy wariant. #instantcancer. Podlinkowywanie całej struktury strony z jednego elementu menu na prawdę nie jest dobrym wyjściem.

Działający przykład poprawnie rozwiązanego linkowania wewnętrznego? Allegro.pl.

2. Naprawdę wolałbym byś nie… czytaj więcej?

Gdy widzę na stronie blok typu „nagłówek -> skrót wpisu -> czytaj więcej” dostaje ku*wicy. Ja rozumiem kwestie UXowe, że to „czytaj więcej” jest takim fajnym CTA. Co jednak jeżeli linkiem jest tylko”czytaj więcej” a takich czytaj-więcejów jest kilkanaście na stronie?czytaj_wiecej

Wychodzę z założenia, że przede wszystkim linkiem powinien być tytuł/nagłówek wpisu czy też strony. Nie byle jaki jednak tytuł! To musi być tytuł spełniający szereg wytycznych począwszy od zawierania słów kluczowych, przez posiadanie CTA na odpowiedniej długości kończąc (żeby się w SERP dobrze wyświetlał – zakładając, że dodawany będzie także to meta title). Jeżeli ktoś musi posiłkować się tekstem „czytaj więcej” to znaczy, że najpewniej ma skopane/nie przemyślane UX.

Czy na Onecie, WP czy Gazeta widzieliście linki „Czytaj więcej”? Nie. Sam tytuł i zdjęcie jednoznacznie zachęca do kliknięcia. Czy to najlepsze dostępne przykłady? W kwestii stron contentowych – TAK!

3. Naprawdę wolałbym byś nie… linkował jednej podstrony 100 razy

First Link Count to taka fajna SEO-legenda mówiąca, że Google widząc kilka linków do tego samego miejsca, bierze pod uwagę tylko pierwszy napotkany na danej podstronie.

First Link Count

Jak w każdej legendzie, jest w tym jakieś ziarno prawdy :-) Ja jednak wychodzę z założenia, że – jeżeli do jakiegoś elementu musisz linkować dwa razy (np. z menu i z treści), to znak, że ktoś czegoś nie przemyślał tworząc strukturę strony. Wiadomo – od wszystkiego są wyjątki. Od tej zasady też. W przypadku sklepów, czy portali/serwisów opratych o treści pisane, może jednak okazać się, że zaniechanie kwestii wielu linków może mieć w przyszłości negatywne skutki.

Zasada jaką wyznaje jest następująca: Jeżeli musisz jakiś link powtórzyć kilkukrotnie to znak, że albo masz kiepskie CTA (call to action) albo źle kierujesz wzrok użytkownika.

Poprawianie linkowania wewnętrznego jak i samego SEO na stronie potrafi na prawdę odjąć duuużo pracy. Ja już się o tym niejednokrotnie przekonałem o czym nie omieszkałem poinformować Internety :) Tyle ode mnie na dziś.

Bez odbioru.

21 odpowiedzi do “3 SEOwe „naprawdę wolałbym byś nie…” – co mnie jara a co wkurza w linkowaniu wewnętrznym.”

  1. Page Rank Sculpting nie umarł, co nie zmienia faktu, że z punktu widzenia SEO nie działa. Co do UX, to racja, wydaje mi się, że to bardzo istotna kwestia.
    ps. „Scoulpting” bez „o”.

  2. Bardzo fajny tekst, który potwierdził moje domysły odnośnie poprawy pozycji dla jednej ze stron, którą się zajmowałem :)
    Dzięki za dzielenie się wiedzą w tak dostępny sposób!

    Pozdrawiam

  3. No i pięknie. Jak już wspominałem tu i ówdzie w socialach – SEO i UX, muszą iść w parze, bo inaczej jedno może zarżnąć drugie, a oba aspekty są istotne dla realizacji celów biznesowych witryny.

  4. Uważam, że pisanie „na prawdę” to naprawdę nie jest najlepszy pomysł ;)

    Poza tym bardzo fajnie napisany tekst, bez zbędnego lania wody – dzięki.

    1. Jak to mówi stare Polskie przysłowie – szewc bez butów chodzi :) Nie mam czasu i chęci, żeby dopieszczać tego bloga pod kątem SEO :) I tak, żyje przede wszystkim z ruchu Social Media :-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *